Przez te 3 powody możesz uznać mnie za niegościnną

Już kilka razy spotkałam się z zarzutem, że jestem niegościnna. Kiedyś bardzo mocno mnie to dotykało bo tak naprawdę nie rozumiałam skąd to się bierze. Odbierałem to trochę jako atak, trochę jako krytykę. Dziś lepiej rozumiem dlaczego sprawiam wrażenie niegościnnej, czy nawet niemiłej. Poznajcie trzy powody, które czynią ze mnie słabego gospodarza.

1. Jeśli wpadniesz do mnie z wizytą prawdopodobnie nie zaproponuje Ci kawy

Nie dlatego, że mam w nosie swoich gości czy ich obecność nie jest mi na rękę. Ja po prostu nie rozumiem dlaczego ludzie z góry oczekują, że osoba, którą odwiedzają musi z automatu łapać za czajnik.

Nie mam wyrobionego takiego nawyku. I wynika to z kilku rzeczy. Jestem osobą, która raczej rzadko pija kawę czy herbatę (ostatnio się to zmienia bo odstawiam colę, od której jestem praktycznie uzależniona). Często robię rano kawę i w ogóle jej nie pije. Ten kult kawy, który zdaje się dotyczyć większości ludzi po prostu w moim życiu nie występuje.

Duży wpływ na moje zachowanie ma też fakt, że sama będąc gościem nie oczekuję, że ktoś zrobi mi kawę. Nawet jak spotkam się z taką propozycją, często odmawiam. A jak już chcę czegoś do picia, to proszę. W moim życiu to po prostu działa inaczej. Moja mama, kiedy mnie odwiedza zwykle dzwoni 15 minut wcześniej, żeby zrobić jej kawę. Jak nie to istnieje duże prawdopodobieństwo, że przypomnę sobie, żeby to zaproponować po kilkudziesięciu minutach jej wizyty. Z kolei jak ją odwiedzam zwykle panuje zasada – zrób to sam. Bo jesteśmy rodziną, jesteśmy sobie bliscy i żadni z nas goście. I ta zasada jest we mnie mocno zakorzeniona. Jeśli ktoś jest mi bardzo bliski, należy do rodziny, automatycznie zakładam, że powinien czuć się u mnie jak u siebie w domu.

2. Jak ktoś wpada bez zapowiedzi tryskam irytacją

Nienawidzę niezapowiedzianych wizyt. Jak ktoś ma wpaść do mnie do domu, lubię być przygotowana. Chcę mieć pewność, że mój dom nie wygląda jakby przeszedł przez niego huragan, a ja sama wyglądam choć trochę jak człowiek. Poza tym takie niezapowiedziane wizyty zwykle rozpierniczają moje plany na dany dzień. Nie będę owijać w bawełnę. Jestem osobą, która lubi schamaty i poczucie kontroli.

I wcale nie oznacza to, że trzeba się domnie zapowiadać z tygodniowym wyprzedzeniem. Wystarczy choćby godzina. Wtedy mam chociaż trochę czasu na ogarnięcie domowego chaosu.

3. Wkurzam się jak ktoś nie pzychodzi na czas

Lubię punktualność,co często jest u mnie powodem stresu. Bo nienawidzę się spóźniać. Szczególnie odczułam to jak urodził się mój syn. Bo nagle się okazało, że przy dwójce dzieci wszystko zajmuje dwa razy więcej czasu (niby oczywiste, wiem. Ale nie brałam tego pod uwagę, kiedy mieliśmy gdzieś wychodzić. Przynajmniej na początku). Często jest to też powodem kłótni w naszym domu bo z jakiegoś powodu mój narzeczony nigdy nie mieści się w normach czasowych, jakie mi podał. Już się powoli uczę, że dla niego powrót o 17 oznacza powrót co najmniej o 18.

To samo irytuje mnie, kiedy zapraszam gości. I spóźnienie rozumiem. Jak wspomniałam sama przestałam być punktualna, kiedy, pojawił się mój syn. Ale za cholerę nie mogę zrozumieć pojawiania się przykładowo godzinę przed czasem. W takich sytuacjach jestem mocno podirytowana bo nie zdążyłam zrobić wszystkiego na czas.

Być może wychodzę teraz na potwora. A będzie jeszcze brutalniej. Bo widzicie, ja generalnie nie lubię większych zbiorowisk ludzi. Nieważne czy to rodzina czy nie (oczywiście nie mam tu, na myśli rodziny, którą sama tworzę). Wszystkie imprezy rodzinne, święta, urodziny i tak dalej, to dla mnie prawdziwy koszmar. Lubię spokój. A dom jest moim azylem, strefą komfortu, miejscem gdzie czuję się bezpiecznie. Dlatego z jednej strony jak przyjmuje większą liczbę gości to se cieszę, z drugiej czekam na moment, kiedy znowu zostanę sama.

Czy jestem niegościnna, oceńcie sami. Ja myślę, że jestem po prostu sobą. Wiele moich zachowań wynika z doświadczeń, niekoniecznie przyjemnych. Mam swoją strefę komfortu i nie lubię, kiedy ktoś ją narusza. Być może jestem introwertykiem, może nawet dziwakiem. Jedno jest pewne. Jakbyście chcieli wpaść na kawę, dajcie wcześniej znać i głośno się o nią upomnijcie. Bo ja mogę zwyczajnie o tym nie pomyśleć.