chora matka

Chora matka vs rzeczywistość

Chciałabym powiedzieć, że wstałam dziś o poranku z uśmiechem na ustach i zabrałam się za poranną jogę czy jakieś inne rozwojowe duperele. Potem zrobiłam dzieciom pełnowartościowe śniadanie rodem z amerykańskich filmów. Przy okazji ogarnęłam dom i doprowadziłam się do stanu względnej używalności. Tak, że nie przypominam wyglądem Styranej Matki Polki i mogę pokazać facjatę na Instagramie. Ale nie. Nie ma tak dobrze. Dziś funkcjonuje jako Chora Matka co zasadniczo oznacza, że cały mój dom stoi na głowie. Dzisiaj wszystkie chwyty są dozwolone, byle moje cudowne latorośle dały mi spokój. 

Chora matka, chore dzieci – przepis na domową katastrofę 

Naprawdę to wygląda tak. Wstałam rano mając wrażenie, że w moim gardle ktoś złośliwie podłożył ogień. Oczywiście dzieci wyczuły, że dziś odpuszczamy przedszkole i obudziły się o 7.jak chodzimy do przedszkola i zasadniczo nam się spieszy, to te małe potworki śpią jak na dłużej, żeby matka musiała się nieźle napocić, by zdążyć na czas. Ten sam numer robią w weekendy! Przysięgam, że one mają w głowie jakiś radar i wyczuwają, kiedy matka próbuje dłużej pospać. 

No to wstałam o tej 7. Potem już poszło z górki. Poszłam po najmniejszej linii oporu. Zapuściłam Netflixa i posadziłam delikwentów przed telewizorem. Na śniadanie zaserwowałam niezawodne kanapki z nutellą, których domagała się starsza córka. Zwykle chowam to czekoladowe cholerstwo w najdalszym zakamarku szuflady, ale dziś wszystko mi jedno. Byle dzieci zjadły cokolwiek przed poranną dawką leków. Sama oczywiście zapomniałam o śniadaniu, ale smarowanie kanapek wydało mi się tak wyczerpujące, że odpuściłam. Nawet te przeklęte kanapki z nutellą pomagała mi robić moja czteroletnia córka. Wzorowa ze mnie pani domu. Myślę, że zasługuje dziś na medal. Jak nie dwa. 

Jak wygląda dom bez funkcjonalnej matki 

Przyznam szczerze, że dzisiaj nie robię nic. Nie jestem jedną z tych kobiet, które pomimo fatalnego samopoczucia bezbłędnie wchodzą w rolę pani domu. Wybawicielki ze ścierką, która dba o ład i porządek. U nas już o 9 dom zaczął przypominać pobojowisko. Zabawki w salonie mnożą się w zastraszającym tempie. Syn jakimś cudem rozbroił długopis i cały był w czerwonym tuszu. To samo z podłogą i stolikiem kawowym. Mam wrażenie, że nie sprzątałam od miesiąca a jeszcze wczoraj wszędzie był wzorowy porządek. Coś czuję, że po tym całym chorowaniu będę sprzątać z tydzień, żeby doprowadzić nasze mieszkanie do poprzedniego stanu. Ale w moim obecnym stanie umysłu, nic mnie to nie obchodzi.

Chora matka powinna znajdować się tylko w jednym miejscu. W łóżku. Dlatego z wytęsknieniem wyczekuje momentu, kiedy tata wróci z pracy. Wtedy cichaczem wymknę się do pokoju małej, zamknę drzwi i będę udawać, że mnie nie ma. A z odrobiną szczęścia i sporą dawką leków, może jutro powrócę do normalności. Chyba, że jutro będzie ze mną jeszcze gorzej. Wtedy kupię bilet do kraju na drugim końcu świata i wymknę się z domu pod osłoną nocy. No co? Pomarzyć zawsze można! 🙂