ambicje rodziców

Ambicje rodziców – nie obchodzi mnie kim będą moje dzieci

Wszyscy znamy ten typ rodziców. Rodziców, którzy od małego planują przyszłość swojego dziecka w konkretny sposób. Mają określoną wizję i ogromne plany. Nie zastanawiają się czego to dziecko będzie chciało ani jakie będzie miało marzenia. Często wynika to z dobrych intencji, ale mówi się, że Piekło wybrukowane jest właśnie dobrymi intencjami. Ja nie jestem takim rodzicem. Nie obchodzi mnie kim będą moje dzieci, interesuje mnie coś zupełnie innego. I uważam, że ambicje rodziców powinny zostać tam gdzie powstały. W ich głowach.

Dziecko jest jak plastelina, ale nie do końca

Dziecko jest trochę jak plastelina. To my częściowo kształtujemy jego osobowość i mamy wpływ na to jak widzi świat. Ale tylko częściowo. Bo dziecko jest osobnym bytem, który ma swoje marzenia, pragnienia i pasje. Nie zmienimy jego naturalnych predyspozycji i talentów, które każdy z nas ma inne. Możemy je podporządkować i od małego wkładać do głowy swoje prawdy objawione. Prawdopodobnie nas wysłucha, może nawet podąży wytyczoną przez nas ścieżką i osiągnie życiowy sukces. Tylko czy to naprawdę jest najważniejsze?

Dla mnie ważne jest coś innego

Ja mam trochę inne priorytety. Nie obchodzi mnie kim będą moje dzieci. Nie ma dla mnie znaczenia jakie wybiorą studia, i czy w ogóle na nie pójdą. W mojej głowie nie ma wizji dotyczących ich zawodu, miejsca zamieszkania czy osiągnięć. Nie interesuje mnie też kogo będą kochać. Z góry założyłam, że może to być chłopak lub dziewczyna. Ich orientacja seksualna nie ma dla mnie znaczenia i zaakceptuje każdy scenariusz.

Dla mnie liczy się tylko jedno. Chcę, żeby czuły się wolne, kochane i szczęśliwe, jakiejkolwiek ścieżki by nie wybrały. Pragnę, żeby spełniały swoje marzenia i czuły się spełnionymi, dorosłymi ludźmi. A to wcale nie jest takie oczywiste. Ja do dziś czuję się trochę, jakbym minęła się z oczekiwaniami mojej rodziny. I wiem jak tłamszące to uczucie. Nie chcę tego dla swoich dzieci.

Ambicje rodziców mnie nie dotyczą

Dla mnie wychowanie to wspieranie dziecka w jego planach i marzeniach. Tłumaczenie konsekwencji różnych scenariuszy. To nie zabawa w Boga, gdzie można narzucić innej istocie kim ma być, jak ma żyć i kogo kochać. Dlatego nie zakładam z góry, że moje dzieci pójdą na studia. Nie planuje ich ślubów i nie marzę o tym, że założą kiedyś rodzinę. Ja jestem tu po to, żeby wytłumaczyć im jak ich decyzje mogą wpłynąć na przyszłość. Wyjaśnić jakie konsekwencje będą miały ich działania. Pomóc im w rozwijaniu pewności siebie i asertywności w dorosłym życiu. Chcę, żeby miały te wszystkie cechy, których mi brakuje i nad którymi muszę wciąż pracować. Przez to, że mnie wychowano w inny sposób.

Kocham swoje dzieci najbardziej na świecie. Chcę, żeby miały dobre, poukładane życie. Ale wiem, że one same zdefiniują czym dla nich jest dobre życie. Dlatego dla mnie najważniejsze jest ich szczęście. Nieważne gdzie, z kim i jak – ważne, by były szczęśliwe, pewne siebie i z odwagą kroczyły ścieżką, jaką same sobie wybiorą.